Shop More Submit  Join Login
×

:icongabrych: More from Gabrych


Featured in Collections

Proza by Avarati-Elvo


More from deviantART



Details

Submitted on
October 4, 2011
File Size
33.4 KB
Link
Thumb

Stats

Views
1,039
Favourites
22 (who?)
Comments
56
×


        Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz pozwoliłem sobie na chwilę przyjemności i zapomnienia u czyjegoś boku – dopiero pojawienie się Siergieja uświadomiło mi, jak długo nie miałem okazji dotknąć niczego żywego i ciepłego, wiecznie zabiegany i skupiony na pracy. Wizja przespania się z nim – choćby po pijaku, w obskurnym hotelu lub toalecie – dręczyła mnie tak bardzo, że nocami zagryzałem palce z wściekłości i snułem niezdrowe fantazje o kochaniu się z nim do utraty tchu. Może i nie powinienem uważać go za boga seksu, bo nie miałem zbyt wielu partnerów w łóżku, ale z nich wszystkich tylko on potrafił zrobić mi dobrze samym głosem. Było coś niesamowicie podniecającego w sposobie, w jaki mówił, w słowach, jakich używał. Wyobrażałem sobie, jak bladł pod moim ciężarem, jak wyginał ciało w łuk i błagał o więcej po rosyjsku, kiedy powoli ruszałem biodrami. Chciałem słyszeć jego niespokojne dyszenie i walenie własnego serca, móc nocami rysować językiem mapę jego ciała, a za dnia musieć ukrywać przed światem ślady ugryzień i siniaki. Tęskniłem za nastoletnim romansem, za doznaniami, za ciepłem. Za Siergiejem. Za jego uśmiechem przeznaczonym tylko dla mnie, za nawykami, za wachlarzem specyficznych zachowań, nawet za wadami – zarówno tymi dodającymi mu uroku, jak i tymi irytującymi.
        Pragnąłem go od naszego pierwszego spotkania – wtedy jednak jeszcze zbyt wiele sprzecznych myśli szumiało mi w głowie. Potem, kiedy pierwsze emocje opadły, uświadomiłem sobie, jak silne było pożądanie. Niezaspokojone rosło z każdym dniem, o czym Sangeki zdawał się wiedzieć. Co gorsza, bez skrupułów to wykorzystywał. Byłem pewien, że pogłębiał moje żądze jak najbardziej świadomie. Potrafił położyć mi dłoń na kolanie podczas rozmowy lub przysunąć się nieoczekiwanie i zmysłowo zacząć szeptać do ucha dwuznaczne wypowiedzi, a nawet dotykać jego krawędzi wargami. Utrzymywał jednak, że nasza znajomość nie miała i nie powinna mieć erotycznych podtekstów.
        Bezczelny, kłamliwy bydlak! Nie miałem wątpliwości, że celowo mnie prowokował. Znęcał się nade mną, by ukarać mnie za to, że kiedyś go zostawiłem. Wybrał jednak zły sposób na zemstę, zupełnie nieskuteczny. Jego zachowanie faktycznie pobudzało moją wyobraźnię i skostniałe przez lata ciało, ale nie sprawiało, że ruszało mnie sumienie. W tym celu wystarczała jego obecność. Przez nią nękała mnie bolesna świadomość, jak bardzo nas obu zepsułem. Zniszczyłem wspólne marzenia jedną głupią, skrajnie egoistyczną decyzją. Żałowałem wypowiedzianych i przemilczanych wtedy słów, żałowałem późniejszego braku odwagi do odnowienia relacji. Bez Siergieja mój mały świat na nowo zaczął kręcić się tylko wokół mnie, a ten rzeczywisty stał się śmiertelnym wrogiem.
        Kiedy Sangeki zaprosił mnie na noc do hotelu, w którym aktualnie mieszkał, cel spotkania wydał mi się śmiesznie oczywisty; w innym wypadku znowu poszlibyśmy po prostu do knajpy, by w towarzystwie przypadkowych kobiet truć wątrobę alkoholem. Szybko jednak zwątpiłem w wersję, że Siergiej planował zaciągnąć mnie do łóżka. Ze swoim urokiem osobistym i portfelem bez dna nie miał powodów przespać się akurat ze mną. Z drugiej jednak strony, mógł z czystej ciekawości chcieć sprawdzić, jak teraz wyglądałoby nasze zbliżenie, jak bardzo się obaj zmieniliśmy i jak wiele się nauczyliśmy. Czasem miewał przecież naprawdę głupie zachcianki. Zresztą, ja też zastanawiałem się, jak daleko byliśmy w stanie się posunąć. Dlatego mimo początkowej niechęci zgodziłem się przyjść. Pożądanie i ciekawość wzięły górę nad racjonalnym myśleniem, które było zbyt ograniczone, by zrozumieć Siergieja.
        Poprosił mnie, bym przyszedł po dwudziestej – specjalnie dla niego skończyłem wcześniej pracę, od której prawie nic nie było mnie w stanie odciągnąć. Martwiłem się, co prawda, czy inni poradzą sobie beze mnie, ale byłem zbyt podekscytowany spotkaniem z Sangekim, by zawracać sobie tym głowę dłużej niż przez pięć pierwszych minut.
        Nigdy nie dbałem szczególnie o swój wygląd – nie miałem w końcu po co (lub raczej dla kogo) – i przywykłem do niechlujstwa, jednak chęć przypodobania się Siergiejowi rozprawiła się z tym paskudnym przyzwyczajeniem w jeden wieczór. Wziąłem dokładny, długi prysznic i założyłem świeże, wyprasowane ciuchy, najlepsze jakie znalazłem w szafie. Ku własnemu przerażeniu spędziłem także pół godziny przed lustrem, zastanawiając się, co mogłem zrobić, by wyglądać lepiej. Niestety doszedłem do smutnego wniosku, że nic nie było w stanie mi już pomóc. Wyglądałem naprawdę okropnie, kiedy próbowałem się uśmiechać. Wychudzone policzki, szczerba między niezbyt równymi zębami, brak oka… Zastanawiałem się, jak Siergiej w ogóle mógł znosić mój widok.
        Od zawsze byłem przesadnie punktualny – czego nauczyła mnie matka – więc równo o dwudziestej znalazłem się pod hotelem. Siergiej najwyraźniej uznał, że sam nie poradzę sobie z rozmową na recepcji i odnalezieniem odpowiedniego pokoju, bo czekał na zewnątrz i palił papierosa, oparty niedbale o ścianę. Był szykowanie ubrany i prezentował się rewelacyjnie, jeszcze lepiej niż przy naszych poprzednich spotkaniach. Byłem pewien, że podczas czekania na mnie wdał się w kilka flirciarskich rozmów, zaczepiony przez zachwycone jego urodą kobiety. Momentalnie poczułem zazdrość.
        Sangeki uśmiechnął się na mój widok i wyrzucił niedopałek do kosza.
  – Cześć, Misiek. – Bez choćby cienia skrępowania objął mnie i przycisnął do siebie, po czym dziarskim krokiem zaprowadził do środka, nie zaczekawszy nawet na odpowiedź. Nie udało mi się zrealizować planu pocałowania go w policzek na powitanie.
        Kobieta pracująca na recepcji posłała nam zdziwione spojrzenie, którego Sangeki zdawał się wcale nie zauważyć. Poczułem się niezręcznie. Spróbowałem się odsunąć, kiedy podeszliśmy bliżej, ale uniemożliwił mi to stanowczy uścisk silnego ramienia. Skarciłem się w myślach, bo przez chwilę pozwoliłem sobie wierzyć, że Siergiej chciał pokazać tym gestem, iż byłem tylko jego.
        Załatwił co trzeba, a potem poszliśmy na górę, do pokoju, po krętych i bogato zdobionych schodach, przepychając się po drodze między sobą jak małe dzieci, na co pozwoliłem sobie tylko dlatego, że nikt nas nie widział.
        Gdy weszliśmy do pokoju – niemal przyklejeni do siebie – momentalnie wstrzymałem oddech. Byłem pod wrażeniem, jednak jednocześnie poczułem się przytłoczony luksusem i wszechobecnym blaskiem – w końcu przywykłem do swojej byle jakiej kawalerki i pracy w ciasnym gabinecie lub na cuchnącej, zimnej hali. Pokój był ogromny i dobrze oświetlony. Stało w nim kilka wypolerowanych mebli z palisandru i łóżko dla dwóch osób, a na ścianie wisiało wielkie lustro w pozłacanej, zdobnej ramie. Płowe panele stylizowane na stare i zniszczone zdobiły złotawe listwy; całość komponowała się ze ścianami w kolorze wina. W powietrzu unosił się słaby, wywietrzony zapach wanilii i tytoniu.
        Poczułem się nieswojo, zdawszy sobie nagle sprawę, jak bardzo nie pasowałem do tego miejsca. Do nowego Siergieja, który ze zbuntowanego niechluja stał się naprawdę czarującym mężczyzną. Może nadal był niezbyt ułożony i niespokojny w gestach i słowach, ale bez wątpienia zdawał sobie sprawę z istnienia granic, których nie powinno się przekraczać.
        Z cichym westchnieniem – jakby zmęczony – zatrzasnął za nami drzwi i poprawił mankiety czerwonej koszuli, które wystawały śmiesznie z za szerokich rękawów marynarki. Minął mnie, przy okazji poklepując pocieszająco po spiętym ramieniu.
  – Czuj się jak u siebie – rzucił.
        Burknąłem coś tylko niezrozumiale w ramach odpowiedzi, zdejmując z siebie powycieraną bluzę, którą rzuciłem na jedną z szafek, a Siergiej pochwycił przygotowaną wcześniej butelkę alkoholu i jedną ze szklanek. Wyczułem w jego gestach nienaturalność, za pewne wynikającą ze zdenerwowania. Nie dodało mi to pewności siebie. Skoro Siergiej – niegdyś właściwie zadufany w sobie, nieznający pojęć takich jak „strach" czy „nerwy" – nie potrafił odnaleźć się w obecnej sytuacji, moje położenie wydało mi się tragiczne. Wciąż nie umiałem brać spraw w swoje ręce, jeśli chodziło o kontakty międzyludzkie.
  – Pasuje ci szkocka? Oryginalna. – Sangeki sugestywnie poruszył brwiami, otwierając butelkę whiskey. Po chwili wyjaśnił: – Nie wiem, co teraz pijesz, więc zasugerowałem się twoim gustem sprzed lat.
  – Mhmm, niech będzie – mruknąłem tylko, nadal rozglądając się wokoło. Zastanawiałem się, czy Siergiej był równie podniecony faktem, że byliśmy tak blisko – wolni i złaknieni uczucia, zdolni przekroczyć granicę, którą stworzyły lata rozłąki.
        Niezgrabnym ruchem podał mi pełną już szklankę – oczywiście wykorzystał okazję i przytrzymał moją dłoń, rozbierając mnie wzrokiem. Spojrzenie jasnych oczu wydało mi się niemal namacalne, przeszywające wszystkie komórki ciała na wskroś. Odruchowo wyszarpnąłem rękę, czego zaraz pożałowałem. Przecież mogłem dać mu w ten sposób do zrozumienia, że nie byłem zainteresowany kontaktem fizycznym. Sangeki najwyraźniej nie przejął się jednak moim gestem, bo jak gdyby nigdy nic napełnił drugą szklankę.
  – Zdarowje!
        Wypiłem zawartość szklanki jednym duszkiem, omal się przy tym nie dławiąc. Byłem tak podekscytowany, że smak alkoholu wydał mi się nijaki.
        Zerknąłem na Siergieja kątem oka. Nadal na mnie patrzył – natarczywie i z pożądaniem, jakby starał się zasugerować, że znaleźliśmy się tu nie bez powodu. Z drugiej strony, jego spojrzenie nie musiało o niczym świadczyć. W końcu nie zawsze uwodził innych świadomie.
        Odstawiłem szklankę na parapet i westchnąłem przeciągle. Choć ostatnimi czasy rozmawialiśmy wiele, na dodatek bez większych problemów, teraz nie potrafiłem znaleźć tematu do rozmowy. Widok Siergieja pieszczącego ustami krawędź szklanki i powoli przełykającego alkohol uniemożliwiał mi myślenie. Sangeki chyba to zauważył.
  – Co słychać w robocie, pracusiu? – zagadał. Jedno z jego ramion oplotło moją talię kanciastym, ale uwodzicielskim ruchem, a usta musnęły skroń. Zachowywał się dokładnie tak jak kiedyś – przekonany o tym, że nie musiał zostawiać bliskości na specjalne okazje i dla wyjątkowych osób. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego w ogóle mi się to podobało.
  – Naprawdę cię to interesuje? – burknąłem, chcąc zabrzmieć nieprzyjemnie. Nie wierzyłem, że ktokolwiek o zdrowych zmysłach mógł być zainteresowany słuchaniem opowieści znerwicowanego mechanika.
  – Interesuje mnie wszystko, co dotyczy ciebie – odpowiedział z bezczelnym uśmieszkiem, po czym szybko dopił whiskey i odstawił szklankę. Cienkie palce powędrowały wzdłuż linii mojego kręgosłupa, w tamtej chwili nienaturalnie wręcz wyprostowanego.
        Spojrzałem Siergiejowi w oczy – błękitne, prawie kryształowe, ozdobione czerwoną siateczką naczynek, spoglądające na mnie spod uchylonych, pociemniałych powiek. Patrzył zuchwałe, ale jego spojrzenie było na swój sposób eleganckie i tajemnicze.
  – Nie czaruj, dobra? – mruknąłem z wyrzutem w głosie.
        Siergiej westchnął zażenowany, zaczesując dłonią włosy opadające mu na czoło, i odsunął się z wyraźną niechęcią – jak gdyby bał się, że możliwość dotknięcia mnie była tylko ulotna. Następnie spojrzał w stronę okna, nic już nie mówiąc, a ja zrobiłem dokładnie to samo. Widok rozciągał się na luksusowe wieżowce wyglądające niczym gigantyczne, skrzące się lustra. Ich wierzchołki łaskotały niebo przybierające kolor węgla.
  – Mimi – odezwał się nagle Siergiej. Automatycznie przeniosłem wzrok na jego sylwetkę. Uwielbiałem, kiedy używał ksywki nadanej mi przez niego w liceum. – Ja… przepraszam za to, że cię wtedy pocałowałem. Chciałem to zrobić, ale… To chyba było za szybko. Powinniśmy odnowić nasze relacje w inny sposób. – Posłał mi przepraszający uśmiech. Wyglądał na zmieszanego.
  – Nie przepraszaj! – zareagowałem odruchowo, zanim zdążyłem w ogóle pomyśleć o tym, co właśnie powiedział. W mojej obecności Sangeki nigdy nikogo nie przeprosił; mnie samego również przepraszał rzadko. Mogłem spodziewać się po nim wszystkiego, ale nie tego. Musiało naprawdę mu zależeć, skoro bał się, że mógł popsuć nasze dopiero rozwijające się relacje. – To byłoby głupie i nie w twoim stylu, gdybyś nie zrobił tego, na co właśnie miałeś ochotę – stwierdziłem niepewnie, odgarniając z czoła kosmyk włosów, który cały dzień drapał mnie w powiekę, lecz dopiero teraz wydał mi się okropnie irytujący.
        Nerwowo poprawiłem wyprasowaną koszulkę.
  – Zresztą – zawahałem się przez chwilę – możesz zrobić to jeszcze raz, jeśli chcesz. – Wzruszyłem ramionami niby od niechcenia. Przez ułamek sekundy widziałem w niebieskich, przyćmionych tęczówkach zdziwienie; potem Sangeki złapał moją twarz w dłonie i brutalnie wpił się w wargi, by po chwili całować mnie spokojnie i łagodnie, bez zbędnego pośpiechu. Rozchylone usta leniwie ocierały się o siebie, pozwalając dogłębnie poznać się językom, a ciarki wędrowały mi od karku, wzdłuż pleców, aż na pośladki.
        Siergiej odsunął się powoli, kiedy w dość nachalny sposób otarłem się o niego całym ciałem, i pogłaskał mnie po rozpalonych policzkach kciukami. Brakowało mi tchu. Zaczynałem rozumieć, że nie miałem już żadnej urazy do Sangekiego. Że pragnąłem go nie tylko fizycznie, nie jako kolorowe wspomnienie obfitujące w doznania, ale jako człowieka, którego chciałem darzyć uczuciami. Oddałbym wszystko, całego siebie i swój niewiele warty świat, by już zawsze całował mnie tak jak przed chwilą – namiętnie i stanowczo, jednak z odrobiną subtelności, która zaostrzała apetyt i w przyjemny sposób odbierała rozum. Czułem się przy nim bezbronny i zagubiony, zbłąkany między myślami, ale cudownie wolny wśród tego chaosu przeżyć. Jak gdyby nie liczyło się już nic poza białą dłonią zaciśniętą na mojej i ustami, które karmiły wygłodniałe serce pięknymi, nie zawsze prawdziwymi słowami.
        Zacząłem niewinnie bawić się rąbem jego koszuli. Ułożył brwi w gładką linię, a na jego twarzy pojawił się półprzytomny uśmiech świadczący o zadowoleniu. Czerwony materiał zaszeleścił między palcami; po chwili pokierowałem je na najbliższy guzik. Jeden, drugi, następny… W milczeniu rozpiąłem wszystkie po kolei, wsłuchując się w oddech Siergieja, wstrzymany na moment przy ostatnim guziku. Nie potrafiłem powiedzieć wprost „Hej, Siergiej, pieprzmy się". Miałem nadzieję, że rozpięcie koszuli będzie wystarczająco sugestywne i Sangeki uzna, że może już bez żadnych obaw wziąć sprawy w swoje ręce. Okazało się jednak, że wybrałem nie do końca dobry sposób, aby zakomunikować mu, jak bardzo byłem na niego napalony, bo nawet się nie poruszył. Po prostu patrzył na mnie z góry wyczekująco. Stwierdziłem w myślach, że może mnie testował, że może chciał sprawdzić, do jakiego momentu potrafiłem wykazać się inicjatywą. Postanowiłem dać mu to, czego oczekiwał.
        Rozchyliłem bardziej poły czerwonej koszuli i zatopiłem usta w jego, stając na palcach. Powoli badałem jego język swoim; wydawał się delikatny i słodki, choć smakował nikotyną. Rozkoszowałem się miękkością zwilgotniałych, sino różowych warg, najpierw wodząc opuszkami po prowokacyjnie wystającym obojczyku naznaczonym blizną, a potem dla zabawy licząc żebra. Cudownie było móc zatapiać palce w dołkach między nimi i słyszeć mruczenie Sangekiego, gdy jego kości zdawały się ocierać o moje.
        Chciałem przerwać pocałunek, ale nie pozwolił mi na to – zarzucił mi ramiona na szyję i przyciągnął mnie bliżej, uniemożliwiając mi odsunięcie się. Przyjemnie zimne dłonie znalazły się na moim karku, powodując dreszcze. A może spowodował to język zuchwale błądzący w moich ustach albo kolano walczące z zaciśniętymi udami?
  – Przewrócimy się – mruknąłem w przypływie racjonalnego myślenia, kiedy Siergiej powędrował ustami niżej, na moją szyję. Dotarło do mnie, jak niebezpiecznie blisko byliśmy. Cieszyła mnie jego obecność, czułe wargi, nawet kłamliwe słowa, którymi w gruncie rzeczy powinien się udławić. Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz byłem z kimś tak blisko, ale to nie karykaturalnej intymności i obcego ciepła pragnąłem. Pragnąłem Siergieja. Oczywiście nie mogłem i nie chciałem mu tego powiedzieć; musiałem do końca grać przeznaczoną mi rolę, w której czułem się bezpieczny, niczym za niemożliwym do zniszczenia murem. Przecież nie potrzebowałem innych ludzi, a już szczególnie Sangekiego. Nie było sensu ulegać własnym zachciankom. Zabrnęliśmy za daleko.
  – I co z tego? Od znalezienia się na podłodze już tylko jeden krok do seksu – zaśmiał się.
        Westchnąłem przeciągle. Jak zwykle nie opuszczała go pewność siebie.
  – Co z tego? – pokręciłem z rezygnacją głową. – Chyba nie chcesz się poobijać? Albo, co gorsza, skończyć z połamaną ręką? – Zwinny język zataczał kółka na całej długości mojej szyi; odruchowo odchyliłem głowę, przymykając powiekę. Od razu zapomniałem o ewentualnych konsekwencjach. Siergiej zachowywał się, jak gdyby nie istniały, więc dlaczego ja miałbym się przejmować? Byliśmy przecież dorośli i zupełnie dobrowolnie godziliśmy się na obecny układ.
  – Jeśli ma to być ceną za noc z tobą... Chcę – stwierdził z przekonaniem w głosie, przerywając pieszczoty, do których po chwili wrócił z podwójną zawziętością. Znów poczułem dreszcze. Jego dłonie zsunęły się na moje plecy, pomknęły wzdłuż wygiętego z rozkoszy kręgosłupa i wylądowały w kieszeniach za dużych spodni, by móc przez materiał badać kształt pośladków.
  – Jestem wart więcej niż kilka siniaków – obwieściłem zadziornie, próbując go od siebie odepchnąć. Kiedyś uwielbiałem go prowokować, nawet jeśli przypominało to igranie z ogniem. Ta skłonność została mi najwyraźniej do dziś.
  – Udowodnij, skarbie. – Chwycił między zęby fałd skóry na mojej szyi i pociągnął. Zawyłem cicho, bo zdecydowanie nie było to przyjemne doznanie. Gdy zaśmiał się, zareagowałem odruchowo, bez zastanowienia przewracając go na ziemię, a zanim zdążył się podnieść, z tryumfem wymalowanym na twarzy zająłem miejsce na jego biodrach. Musiał nieźle obić sobie pośladki, bo jęczał przez chwilę z bólu – aż zakończył jęk siarczystym, rosyjskim przekleństwem. Na pewno nie spodziewał się po mnie wystarczającej siły, by go wywrócić. Niepozorny wzrost i niezbyt okazała postura były mylące, ale Sangeki powinien pamiętać, jak szybko puszczały mi nerwy i do czego byłem wtedy zdolny.
  – Podoba ci się twoja nowa, jedyna słuszna pozycja? – zapytałem, mocno zaciskając uda, by w razie wypadku miał większe trudności ze zrzuceniem mnie. Seksualność bijąca od naszej obecnej pozycji nakręcała mnie.
  – Cholernie – odpowiedział z dziwnie cwanym uśmieszkiem, jakby momentalnie zapomniał o upadku. Obie jego dłonie znalazły się na moich sztywnych udach i powędrowały powoli w górę. Przyglądał mi się uważnie, za pewne chcąc sprawdzić moją reakcję, a może nawet sprowokować mnie natarczywym spojrzeniem, które zdawało się mówić „Chcę cię".
  – Skąd wiedziałeś, że w ogóle przyjdę? – zapytałem beznamiętnie, w gruncie rzeczy jednak zaciekawiony.
  – Nie wiedziałem. Ale kiedyś nie potrafiłeś mi odmawiać – uśmiechnął się zadziornie kątem ust, w ramach zaczepki muskając moje ramię palcami. Zadrżałem, gdy nagle mnie uszczypnął, drugą ręką obejmując w talii. Nie mogłem uwierzyć, że był tak blisko, że dotykał mnie bez skrępowania. Że w ogóle chciał tego, być może nawet równie mocno co ja.
  – Nadal nie potrafię – mruknąłem prowokatorsko, przysuwając się jeszcze bliżej, by nasze oddechy stały się jednym.
  – Więc kochaj się ze mną. – Zsunął dłoń z mojego biodra i leniwie potarł nią męskość, od dawna niemogącą zaznać prawdziwej rozkoszy, skazaną na mój marny dotyk. Krew natychmiastowo uderzyła mnie w skronie. Przycisnąłem palce do gładkiej szyi Sangekiego, zatapiając w niej paznokcie. Kontynuował nieziemsko podniecającym szeptem: – Kręci mnie, jak mnie prowokujesz, nawet jeśli nieświadomie. Chcę cię, Mimi. Teraz. Chcę, żebyś był mój. – Sprawnie podniósł się do pozycji siedzącej, zrzucając mnie sobie na kolana. Otarłem się o niego leniwym gestem, by mógł poczuć moją męskość. Wyraźnie podniecony złapał mnie za kark i przyciągnął do siebie, po czym przycisnął swoje usta do moich. Całował mnie zuchwale i gwałtownie, pokazując mi tym, kto tu rządził.
        Odwzajemniłem pocałunek najlepiej jak potrafiłem: początkowo tylko skubiąc wargę Siergieja zębami, potem ostrożnie badając jej krawędź czubkiem języka, by wreszcie trącić nim jego własny. Oplotłem go w talii ramionami, niby przypadkowo dotknąwszy biodra, a nasze usta przywarły do siebie tak mocno, jak gdyby już nigdy nie miały się rozstać. Czułem gorzki smak i krew pulsującą w żyłach; gorący oddech Sangekiego łaskotał moje podniebnie. Byłem niczym zamroczony, spragniony więcej i więcej, gotowy rozgryźć jego wargi i spijać z nich czerwoną maź, zupełnie jak lata temu. Dopiero brzdęk rozpinanej klamry od paska przywołał mnie do porządku – odruchowo odepchnąłem od siebie Siergieja, w gruncie rzeczy wcale nie chcąc, by przestawał. Nie przejął się moim gestem. Przyciągnął mnie do siebie jedną ręką, a jego usta ponownie odnalazły moje, by zachłannie je całować – mimo iż odchyliłem głowę, jakby próbując na to nie pozwolić. Palce niecierpliwie przesunęły się po podbrzuszu, w dół, aż za krawędź rozpiętych spodni. Westchnąłem cicho. Poczynał sobie całkiem śmiało jak na początek.
  – Wiem, że pracowałeś z Hanką… Przespaliście się wreszcie? – wyszeptał; nasze wargi zmysłowo się o siebie otarły. Nie chciałem o tym mówić, dlatego zamknąłem mu usta kolejnym pocałunkiem, bardziej agresywnym niż namiętnym. Wplótł wolną dłoń w moje włosy.
        Pożądałem go jak chyba nigdy wcześniej. Wszystkie dawne pragnienia wydawały mi się teraz jedynie nastoletnim głodem dotyku i miłości, zupełnie nieszczerym w porównaniu z tym, co czułem obecnie. Ogarniało mnie czyste pożądanie, niezmącone żadnymi innymi pobudkami. Wystarczył widok odsłoniętych zapraszająco białych obojczyków i grubych żył na szyi, które delikatnie się poruszały, kiedy moja dłoń śmiało sunęła po umięśnionym brzuchu. Działałem chaotycznie i na wyczucie, dokładnie tak jak kiedyś, ale tym razem wiedziałem, czego chciałem.
        Pośpiesznie zdjąłem z Siergieja marynarkę, nie przerywając składania pocałunków: na jego ustach, policzkach, brodzie i wzdłuż linii szczęki. Niecierpliwy jak dawniej pokierował moją drżącą z podniecenia dłoń ku swoim spodniom. Przez chwilę siłowałem się z paskiem, na co początkowo zareagował śmiechem, zapewne rozbawiony moją bezradnością. Szybko jednak ogarnęła go irytacja.
  – Mimi, sieroto – warknął, odpychając moje dłonie. Zrzucił mnie z siebie, sam uporał się z paskiem – przy okazji także z rozporkiem – i zsunął spodnie. Na chudych udach rysowały się delikatnie mięśnie. Szukałem wzrokiem nowych blizn, tatuaży, czegokolwiek. Bezskutecznie.
  – Że niby moja wina? – fuknąłem. Po chwili zacząłem wzburzony: – To ty mówisz takie rzeczy, że człowiekowi odbiera mowę, potem nęcisz i prowokujesz, a potem jeszcze… !
  – Przestań pieprzyć – przerwał mi, przewracając oczyma. – To znaczy… nie dosłownie. Po prostu skończ gadać. – Paznokcie o nierównych krawędziach przesunęły się po moim policzku, z pewnością zostawiając za sobą różowe ślady. W głosie Siergieja było coś podniecająco stanowczego – a jednak nie chciałem, by zwracał się do mnie w ten sposób.
  – Nie będziesz mi mówił, co mam ro-…
        Nie skończyłem. Sprawnym ruchem zdjął ze mnie koszulkę i rzucił gdzieś za siebie.
  – Duma nie pozwala mi być samemu półnagim, kiedy ty jesteś kompletnie ubrany – obwieścił z rozbawieniem, zabierając się za ściąganie mi spodni. Nie protestowałem; pragnąłem go, a w końcu i tak by do tego doszło. – Walczę o równouprawnienie.
        Jeśli uznawał to za zabawne i zwyczajnie chciał zażartować, zapomniał o ważnej rzeczy: że nie miałem poczucia humoru. Przygwoździłem go do podłogi, ze spodniami i bokserkami na wysokości kolan, a on zaczął się głupkowato śmiać, jednocześnie próbując mnie pocałować.
  – Ha ha, cnotka niewydymka się rozkręca – przyciągnął mnie do siebie i ugryzł zaczepnie w policzek.
  – Uważaj, bo jutro nie będziesz mógł usiąść przez swoją cnotkę.
  – Puste groźby! – znowu parsknął śmiechem. Darowałem sobie jakiekolwiek komentarze; jego zapach był zbyt kuszący, by pozwolić sobie na zbędne gadanie.
        Mój język rozpoczął wędrówkę po jego torsie, naokoło sutka, a dłoń bawiła się kolczykiem w biodrze. Czułem, jak krew szybciej przepływała mi przez żyły, gdy dotykałem wargami ciepłego, drżącego ciała.
        Jego udo otarło się o moje w zaczepnym geście. Pośpiesznie zszedłem z pocałunkami niżej. Powoli badałem językiem skórę na jego podbrzuszu, drażniąc ją zębami; wreszcie musnąłem ustami gorącą męskość. Jeden mokry ślad, drugi...
  – Chodźmy do łóżka – wymruczał Sangeki.
Kilka informacji na temat tekstu:
1. Jest częścią długaśnej sagi o ponownym spotkaniu się Mimczaka i Siergieja po sześciu latach, odkąd ten pierwszy zostawił drugiego. Jako iż mam problem z zebraniem się w sobie i napisaniem początkowych rozdziałów, których mam tylko fragmenty, dodaję to, co udało mi się w miarę sensownie rozpocząć i skończyć.
2. Nie ma żadnego przesłania ani walorów estetycznych. Rozumiecie, tekst z serii "pieprzenie dla pieprzenia".
3. Przepraszam, że taki długi, a w efekcie przynudzający. I tak rozdzieliłam na 2 części.
4. Nigdy nie umiałam pisać jaojców.

Jeśli ktoś miałby ochotę na więcej: część druga.
Add a Comment:
 
:iconwojna99999:
wojna99999 Featured By Owner Aug 10, 2012
ŚWIETNE !
I wcale nie jest przynudzający !
Wciągnąłem się jak przy każdym Twoim tekście :33

Co do Twojej umiejętności pisania jaojców...
Pierwsze opowiadania shounen-ai/yaoi, które w życiu przeczytałem to Twoje ^^
(W związku z tym mam małą wiedzę na ten temat ><)
Ale mogę stwierdzić jedno
Napaliłaś mnie na te gatunki =D

DZIĘKUJĘ <3
Reply
:iconiheartzombie:
iheartzombie Featured By Owner Nov 24, 2011
"drżące z podniecenia dłonie"
KHEM.
Reply
:icongabrych:
Gabrych Featured By Owner Nov 24, 2011
Już nie szpanuj. I tak wytknęłaś. =3=
Reply
:iconmissrenat:
MissRenat Featured By Owner Oct 6, 2011   Traditional Artist
Kurde, Gaba, z każdym Twoim tekstem (jak to do cholery nazwać?!) jestem pod coraz większym wrażeniem.. Napisz coś, będe miała dla Ciebie wydawcę. Serio >D
Reply
:icongabrych:
Gabrych Featured By Owner Oct 8, 2011
O rany, miło mi cholernie. 8D Niemniej jednak uważam się za zwykłego grafomana, a Ty mi tu z wydawcą wyjeżdżasz, oj weź. Zresztą, nie jestem stworzona do pisania długich tekstów.
Reply
:iconmortmordecai:
MortMordecai Featured By Owner Oct 6, 2011
ten rysunek to normalnie jak zreita <3 zac jak żywy <3
Reply
:iconiheartzombie:
iheartzombie Featured By Owner Oct 7, 2011
Zac ma krótsze włosy, cioto.
Reply
:iconiheartzombie:
iheartzombie Featured By Owner Oct 7, 2011
Bo to ja narysowałem!
Reply
:icongabrych:
Gabrych Featured By Owner Oct 6, 2011
Hahaha, zrobiłaś mi dzień. XDDD
Reply
:iconmortmordecai:
MortMordecai Featured By Owner Oct 8, 2011
boże... jak to po polsku lamersko brzmi xD
Reply
Add a Comment: